RZYM 1999




XXXI dzień - Rzym - Castel Gandolfo - Rzym



DST 90,6 km - AVS 19,5 km/h - MAX 54,8 km/h - ALT 654 m

Ten dzień poświęcamy na zwiedzanie Wiecznego Miasta; Marcin decyduje się po raz drugi odwiedzić Muzea Watykańskie (byliśmy tu 2 lata temu na wycieczce autokarowej) ja natomiast wybieram się do położonej pod Rzymem papieskiej letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Ponieważ Marcin jedzie autobusem, więc wziął nasz jedyny plan miasta, ja jadę trochę na ślepo z samochodową mapą w skali 1:300tys (mam w miarę dobrą orientację). Przeprawić się przez miasto tej wielkości nie jest tak prosto, na dodatek niemal połowa Rzymu jest rozkopana, w ramach przygotowań do wielkiego jubileuszu roku 2000. W końcu trafiam na prowadzącą na południe Via Appia. Aż do zjazdu na Castel Gandolfo ruch jest po prostu makabryczny, większość trasy jest ponadto pod górę - jednym słowem nie był to dobry pomysł. Sama bardzo malutka rezydencja papieska nie robi większego wrażenia; piękny jest natomiast widok na pobliskie otoczone górami Lago Albano. Po powrocie do Rzymu odwiedzam 3 z 4 słynnych bazylik większych - Św. Jana na Lateranie, Św. Pawła za Murami oraz oczywiście Św. Piotra (przed wejściem do każdej trzeba się przebierać w długie spodnie, a jest 30'C). Do czwartej - Santa Maria Maggiorre nie udało mi się bez planu trafić. Objeżdżam też całe centrum, oglądając m.in. Koloseum, Pomnik Narodów (przez złośliwych nazywany Szczęką Teściowej), Piazza Venecia, słynne schody hiszpańskie, Panteon, fontannę Di Trevi oraz Pałac Kwirynalski. Trzeba przyznać, że Rzym jest naprawdę niesamowity - jak dla mnie to najpiękniejsze miasto Europy, a pewnie i świata.

XXXII dzień - Rzym

DST 18,3 km - AVS 16,3 km/h - MAX 44 km/h - ALT 158 m

Ostatniego dnia wyjazdu jedziemy z naszego kempingu na dworzec autobusowy Tiburtina. Po drodze jeszcze raz przejeżdżamy przez śliczne centrum, robiąc obowiązkowe zdjęcie na Placu Św. Piotra. Udajemy się też do McDonaldsa na jeden z nielicznych, w miarę sycących posiłków od miesiąca - w drodze na obiad jedliśmy głównie makaron, który choć smaczny i wystarczająco kaloryczny, nie daje uczucia zaspokojenia głodu w takim stopniu jak mięso. Potrafiliśmy po obiedzie dojadać nawet i około 1kg owoców i choć żołądki mieliśmy absolutnie pełne to uczucie nienasycenia wciąż pozostawało. Kto narzeka na jedzenie w barach typu McDonalds niech spróbuje się tam wybrać po takim poście jak nasz - to prawdziwa uczta. Na dworcu myślimy tylko o jednym - jak uda się nam przekonać kierowców do zabrania dwóch rowerów. Od razu na wstępie dowiadujemy się, że będzie nas to słono kosztować (po 50tys lirów na głowę - ok.100zł). Trochę to sporo, ale w sumie jesteśmy zadowoleni - i aż do Warszawy mamy święty spokój. Podróżowanie autokarem z rowerem jest jednak wyraźnie wygodniejsze niż koleją - po przekonaniu kierowcy kończą się problemy, których w pociągu można się spodziewać na każdej granicy. Aż nam ciarki po plecach chodziły, gdy zastanawialiśmy się, co będzie gdyby kierowcy nas nie zabrali - zostałaby tylko męczarnia w pociągu, a i finansowo byłoby to zdecydowanie drożej.

Podsumowanie

W drodze do Rzymu przejechaliśmy łącznie 2658,3km, prędkość maksymalna to 71,6km/h (z Gran Sasso), najdłuższa odległość dzienna to 141,6km (dzień z nocegiem pod Kekesem), najdłuższy dzienny podjazd - 2608m (faktycznie ok.1900-2000m), całkowita suma podjazdów to 21 517m, liczba tras powyżej 100km - 11. Wyjazd uznaliśmy za bardzo udany (zwiedziliśmy większość planowanych miejsc (może poza Zagrzebiem), pogodę jak na miesięczną trasę mieliśmy doskonałą, nie było większych problemów z kondycją, czego trochę się obawialiśmy; a moja kontuzja kolana przeszła po kilku dniach.