RZYM 1999




VI dzień - Hanusovce - Presov - Koszyce

DST 70,3 km - AVS 20,8 km/h - MAX 45,4 km/h - ALT 539 m

Wyruszając rano niebo mamy zachmurzone, ale nie wygląda, żeby miało z tego padać. Lekko pagórkowatą drogą dojeżdżamy do Presova, gdzie zatrzymujemy się na postój w urokliwym centrum miasta. Dalej do Koszyc jedziemy boczną drogą równoległą do biegnącej niedaleko autostrady - dzięki temu praktycznie nie ma na niej ruchu. Przed samymi Koszycami jest ok 100m podjazdu; na szczycie ukazuje się nam szeroka panorama miasta. Po szybkim zjeździe docieramy do centrum, które wywiera na nas duże wrażenie, szczególnie okolice katedry, zamknięte dla ruchu samochodowego. Po krótkim odpoczynku udajemy się na kempng ulokowany w płd. części miasta.

VII dzień - Koszyce - Sena - [H] - Miszkolc



DST 92,1 km - AVS 20,7 km/h - MAX 35,3 km/h - ALT 340 m

W nocy mieliśmy porządną burzę, która potwierdziła wysoką klasę naszego namiotu - mimo, że lało jak z cebra nie mieliśmy żadnych przecieków. Na drodze do granicy węgierskiej z przydrożnych traw na jezdnię wyskakuje wiele małych zabawnie wyglądających zwierzątek przypominających chomiki. Odprawa przechodzi bezproblemowo i po chwili znowu (po roku przerwy) jesteśmy na terenie Węgier. Odcinek od granicy do Miszkolca jest wyjątkowo nieciekawy, klasyczna węgierska puszta - jeden z najnudniejszych typów krajobrazów jakie można spotkać - równiny a na nich zboże i kukurydza z każdej strony po horyzont. W Miszkolcu jedziemy do uzdrowiskowej dzielnicy Tapolca, gdzie znajduje się wielki kemping. Wieczorem udajemy się jeszcze na krótki spacer po niebrzydkiej (dużo drogich willi na wzgórzach) okolicy.

VIII dzień - Miszkolc - Mezokovesd - Kekesz

DST 141,6 km - AVS 19 km/h - MAX 40,6 km/h - ALT 1044 m

Rano wyruszamy by zobaczyć słynny zamek Diosgyori (obecny m.in. na węgierskich forintach). Zupełnie nieoczekiwanie na drodze z kempingu (ok. 10km) trafia się ciężki podjazd (ponad 100m), który nieźle daje nam w kość. Po zwiedzeniu malowniczych ruin zamku jedziemy okrężną drogą przez centrum Miszkolca, by ominąć ten podjazd. Przez to zwiedzanie i okrążanie straciliśmy w sumie 30km i ponad 3h czasu co przy dzisiejszym planowanym dystansie (ponad 100km) ma swoje znaczenie. Kilkanaście km za Miszkolcem wjeżdżamy na główną szosę łączącą to miasto z Budapesztem i zaczyna się prawdziwa katorga - potworny upał (36'C w cieniu), przeciwny wiatr, potęguje to jeszcze straszna monotonia krajobrazu, ponadto droga jest bardzo wąska (bez pobocza), a ruch ogromny (głównie tiry); w tym wypadku węgierski "zwyczajowy" zakaz jazdy dla rowerów ma rację bytu. Co gorzej, gdy wyprzedzają nas tiry (z reguły w odległości nie większej niż pół metra) dostajemy silny podmuch w plecy, który potrafi nieźle zachwiać rowerem i zepchnąć na pobocze. Gdybyśmy wiedzieli, że jazda będzie tu tak wyglądać zdecydowalibyśmy się na dużo cięższą, ale z pewnością mniej ruchliwą trasę przez góry Bukk. Ledwo żywi z upału docieramy do Mezokovesd, gdzie stajemy na zasłużonym postoju. Dopiero po następnych 20km ruch zdecydowanie maleje - samochody przerzucają się na rozpoczynającą się niedaleko autostradę do Budapesztu; po 17 upał słabnie podobnie jak wiatr i jedzie się całkiem przyjemnie. W wiosce Ludas skręcamy w stronę gór Matra (w połowie podjazdu na najwyższą górę Węgier - Kekesz ma być nasz kemping), trochę błądzimy (natrafiamy na kamieniołom, przed nim stoi dość rzadki znak drogowy z samochodem spadającym z nadbrzeża). Już po ciemku rozpoczynamy podjazd; po drodze mamy małą kolizję z mojej winy - za mocno zahamowałem i jadący za mną w ciemnościach Marcin lekko rozdarł przednią sakwę o tył mojego roweru. Gdy już mieliśmy zjechać w dół do Gyongyos, bojąc się że kempingu z naszej mapy tu nie uświadczymy, słyszymy gdzieś nad sobą krzyki obozujących na nim ludzi i po kilku minutach kończymy ten chyba najcięższy dzień całej wyprawy (140km i ponad 1000m podjazdów); w nagrodę możemy podziwiać z naszego kempingu niesamowicie gwiaździste niebo.

IX dzień - Kekes - Gyongyos - Godollo - Budapeszt

DST 96,7 km - AVS 20,6 km/h - MAX 45 km/h - ALT 585 m

Dzień rozpoczynamy w sposób wymarzony - ok 250m zjazdem do Gyongyos, następnie jedziemy w upale nieciekawą drogą przez pusztę aż do Godollo, gdzie stajemy na postój w parku przed pałacykiem. Wjazd do Budapesztu mamy kiepski - trzeba przebić się przez cały Peszt - brzydką dzielnicę o raczej przemysłowym charakterze. Na dworcu kolejowym Keleti kupujemy chorwackie kuny i słoweńskie tolary, których w Polsce nie można było dostać. Już w centrum wkręca mi się w koło kask (zawieszony z tyłu na bagażu); ale poza małym obtarciem nic mu się nie stało, niemniej nie był to dobry pomysł z zabieraniem go. Ponieważ jestem łysy to ze względu na słońce i tak większość drogi jadę w znacznie wygodniejszej kolarskiej czapeczce z daszkiem, choć może najrozsądniejsze i najbezpieczniejsze to nie jest. Gdy docieramy nad Dunaj naszym oczom ukazuje się kapitalny widok - za nami ze wschodu pojawiają się burzowe chmury, natomiast przed nami powoli zachodzące słońce oświetla na czerwono wspaniałe zabytki stolicy Węgier - takie obrazy zostają w pamięci na zawsze. Nocujemy ponownie, jak przed rokiem, w hotelu Universum, gdzie ceny i tak już wtedy wysokie zdążyły jeszcze nieźle podskoczyć.

X dzień - Budapeszt - Gardony - Szekesfehervar - Siofok

DST 115,8 km - AVS 20,6 km/h - MAX 40,6 km/h - ALT 519 m

Budapeszt opuszczamy brzydką drogą przez Budafok. Przez miasto towarzyszy nam ogromny korek - ludzie jadą nad Balaton obserwować zaćmienie słońca (w rejonie jeziora ma być widoczne pełne zaćmienie). Cały czas jedziemy trasą znaną nam sprzed roku. W Martonvasar zaczyna mnie boleć lewe kolano (naprawdę pechowy kawałek - podobnie było tu rok temu). Przed Szekesfehervarem zakładam silniejszą opaskę, ale ta niestety powoduje odrętwienie nogi poniżej kolana. Pozostałe ok. 50km nad Balaton jadę zmagając się z bólem (częściowo na jedną nogę) w parszywym nastroju. Ze 20km przed jeziorem obserwujemy zaćmienie słońca - widok robi wrażenie; wraz z nami zjawisko to ogląda grupka samochodziarzy i stojąca tu policja, która zupełnie nie zwraca uwagi na to, że poruszamy się drogą z zakazem dla rowerów. W Balaton-szeplak (jednej z wiosek okalających Siofok) zatrzymujemy się na kempingu "River".

DALEJ >>>