GIBRALTAR - 2013




XXI dzień - Palmones – Estepona – Marbella – Fuengirola – Malaga



DST 131 km - AVS 21,8 km/h - MAX 48,5 km/h - ALT 814 m

      Ostatni dzień wyprawy – już właściwie bez historii, był to odcinek dojazdowy na lotnisko w Maladze, skąd wracaliśmy do Polski. Musieliśmy więc przejechać spory odcinek Costa del Sol, mijając po drodze dziesiątki takich samych, nudnych kurortów, wybudowanych dla miłośników leżenia na plaży. Ruch na wybrzeżu potężny, a jako, że nie ma tu sensownych alternatyw komunikacyjnych, ponad 100km przejechaliśmy autostradami; ale takie są właśnie współczesne realia „turystycznych” wybrzeży, w skrócie – najlepiej trzymać się od nich z daleka, zostawiając je licznym miłośnikom tego typu wypoczynku, polegającego na codziennym chodzeniu z hotelu na plażę i z powrotem. 

      Nocujemy pod samym lotniskiem, nawet się trochę udało pospać, a lot mamy już o 6 rano, więc wstać musieliśmy koło 3 w nocy. Przelot do Krakowa bez problemów, tutaj musieliśmy jeszcze przejechać na rowerach z lotniska Balice na dworzec PKP i już pociągiem dotarliśmy do Warszawy.

Podsumowanie

      Wyprawa udana, udało się zrealizować niemal wszystkie cele, może trochę szkoda, że nie udało się zdobyć samego szczytu Velety, ale dotarliśmy tam na tyle wysoko, że jakoś wielce nam to nie przeszkadzało. Wyprawa bardzo intensywna, w sumie przejechałem 3545km w 21dni, co daje średnią dzienną koło 170km, co jak na tak górzystą trasę jest bardzo solidnym wynikiem. Ale takie były założenia odnośnie tego wyjazdu – miała to być solidna wyrypa po górach, w połączeniu ze zwiedzaniem Francji i Hiszpanii. 

      Oba te kraje niewątpliwie ciekawe, jednak porównując je ze sobą – pałeczkę pierwszeństwa zdecydowanie daję Francji, to chyba najpiękniejszy kraj europejski, dziesiątki niesamowitych małych miasteczek, z których większość w Polsce byłaby uznana za bardzo zabytkowe. Do tego Francja jako kraj – jest bardzo zróżnicowana, są tu tereny płaskie, są pagórkowate, są wielkie góry, jest wspaniały Masyw Centralny z wulkanami i licznymi kanionami. Równie zróżnicowany jest tu klimat, kraj jest bardzo zielony, w sporej części przypomina klimat jaki mamy w Polsce, z tym że jest nieco cieplej. A w Hiszpanii ten klimat i krajobrazy (jak na mój gust) robią się już lekko za monotonne, oczywiście dalej są to bardzo ciekawe tereny – typowo południowe krajobrazy z początku robią spore wrażenie, niemniej po paru dniach zaczyna to już nużyć; ile w końcu można się ekscytować andaluzyjskimi wzgórzami porośniętymi oliwkami? Ale z pewnością jeden i drugi kraj warto zobaczyć, a że są to wielkie kraje, których nie sposób dokładnie zobaczyć w ciągu jednego wyjazdu – zostaje pole do następnych wyjazdów, pewnie za parę lat chętnie w te rejony powrócę.

      Podziękowania dla Ryśka za wspólną jazdę, jechało nam się bardzo sprawnie, pomimo sporych różnic w stylu podróżowania udało się w całości przejechać tę bardzo wymagającą trasę. Największą różnicą był tu inny sposób odżywiania się – ja gotowałem samodzielnie, natomiast Rysiek przede wszystkim jadał w barach i restauracjach, co powodowało inne podejście do np. pory rozstawiania biwaku, ja wolałem być na nim wcześniej, żeby ugotować obiad i jeszcze trochę odpocząć, Rysiek często jadał w środku dnia i wolał jechać dłużej. Ale dzięki dużej samodzielności na trasie - dało się to pogodzić bez problemów, czasem się po prostu rozdzielaliśmy umawiając na spotkanie w jakimś konkretnym miejsc i taki model jazdy całkiem dobrze zdawał egzamin.