BARCELONA 2001




XXVI dzień - odpoczynek

DST 15,6 km - AVS 19 km/h - MAX 34,6 km/h - ALT 156 m

Dzień poświęcam na zwiedzanie miasta, zakupy i odpoczynek.

XXVII dzień - Aix-en-Provence - Salon - Arles

DST 88,3 km - AVS 20 km/h - MAX 37,5 km/h - ALT 411 m

Z Aix do Salon jadę (trochę błądząc) bocznymi drogami przez delikatne wzgórza z obecnymi tu wszędzie oliwkami - pejzaże zupełnie jak te znane z wielu obrazów Van Gogha. Za Salon teren robi się płaski i mniej ciekawy - jadę drogą tuż przy autostradzie, na której widzę już drogowskazy na cel mojej podróży - Barcelonę. Pojawia się też przeciwny wiatr, stopniowo wzmagający się coraz bardziej, tak więc do Arles docieram już podmęczony. Na kilka km przed miastem jadę długą aleją z wysadzanymi po bokach platanami - wygląda to naprawdę fantastycznie. W samym Arles już na luzie oglądam rzymską arenę, po czym kieruję się z powrotem na kemping.

XXVIII dzień - Arles - les Baux - Avignon

DST 57,9 km - AVS 17,1 km/h - MAX 50,3 km/h - ALT 822 m

Z Arles wyjeżdżam kierując się na les Baux, od samego początku walcząc z parszywym wiatrem. Z upragnieniem czekam na podjazdy (les Baux leży na wzniesieniu ok. 200m), jadąc pod górę, przynajmniej częściowo ma się odsłonę przed wiatrem. W średniowiecznym kamiennym miasteczku les Baux zatrzymuję się na zwiedzanie, wchodzę też na wapienne skałki wśród których miasteczko jest świetnie wpasowane. Na szczycie robię sobie zdjęcie, ledwo dało się ustać - tak wiało. Na zjeździe droga na chwilę skręca tak że mam wiatr w plecy - momentalnie przyśpieszam z 25 do 50km/h. Dalsza droga do Avignonu to czysta mordęga, w pewnym momencie walcząc z bocznym wiatrem spychającym na środek jezdni kontruję kierownicą w prawo i ląduję w rowie, na szczęście bez groźniejszych konsekwencji. Na kilka km przed Avignonem łapię "cień" za małżeństwem jadącym na rowerach bez bagażu, dzięki temu przynajmniej przez kawałek mogę trochę odetchnąć. Po wjeździe do centrum na najbardziej ruchliwym skrzyżowaniu łapię gumę i muszę zmieniać dętkę na pełnym słońcu i w huku mnóstwa samochodów. Po naprawie kieruję się na bardzo tani kemping (trzydzieści kilka franków - poniżej 20zł). Trzeba przyznać, że we Francji kempingi są zdecydowanie najtańsze w Zachodniej Europie (choć są i wyjątki, jak w Narbonne), a przy tym zupełnie przyzwoite i jest ich naprawdę dużo. Ceny jedzenia w marketach może minimalnie wyższe niż w Austrii czy Niemczech, ale nie jest to różnica odczuwalna, a na pewno nie można tutejszych cen porównywać ze skandynawskimi czy szwajcarskimi. Już na piechotę wybieram się obejrzeć główne zabytki Avignonu - Pałac Papieski (w średniowieczu miasto przez pewien okres było siedzibą papieży) i niedokończony (sięgający do połowy rzeki) most Św. Benezeta. Przechodząc przez most na Rodanie muszę trzymać czapkę ręką - tak wieje. Podobnie jest w nocy - wiatr cały czas rzuca namiotem kiepsko rozstawionym na twardej jak skała wysuszonej ziemi, utrudniając zaśnięcie.

XXIX dzień - Avignon - Pont du Gard - Nimes - Montpellier - Villeneuve

DST 127,6 km - AVS 21,5 km/h - MAX 43,6 km/h - ALT 585 m

Avignon opuszczam drogą biegnącą brzegiem Rodanu, w Aramon skręcam na Pont du Gard i walka z wiatrem zaczyna się od nowa. Pod słynny akwedukt docieram już nieźle wkurzony. Budowla rzeczywiście jest niezwykła, jak na zabytek z okresu rzymskiego jest ogromna, wspaniale wkomponowuje się w krajobraz, razem z przepływającą pod akweduktem rzeką. Po powrocie na szosę do Nimes wiatr się poprawia (bo zmieniłem kierunek jazdy); mam teraz boczno-w plecy. Nimes przejeżdżam szybko, bez zwiedzania, kierując się na Montpellier. Trasa widokowo nie jest nadzwyczajna, ale nie ma dużego ruchu, więc nie ma co narzekać. W Montepellier nie udaje mi się znaleźć kempingu, więc udaję się nad morze i miejscówkę znajduję w rejonie Villeneuve.

XXX dzień - Villeneuve - Sete - Agde - Beziers - Narbonne

DST 131,2 km - AVS 19,5 km/h - MAX 45,2 km/h - ALT 745 m

Z kempingu kieruję się na Sete, po przejeździe przez to brzydkie portowe miasto dostaję się na 20 kilometrową groblę - po lewej stronie mam zalew Bassin de Thau, po prawej natomiast Morze Śródziemne. Jest to fragment atrakcyjny widokowo, pogoda jest świetna, aż po horyzont można oglądać lazurowe morze i wiele okrętów je przemierzających - i tak przez całe 20km. Przed Agde odbijam w stronę lądu i ta sielanka szybko się kończy - powraca stary znajomy - wiatr, który generalnie rzecz biorąc w całej płd. Francji wieje w stronę morza. Do Beziers wlokę się znowu 17-18km/h, za miastem po skręcie sytuacja minimalnie się poprawia, ale wiatr nadal przeszkadza. Do niebrzydkiego Narbonne docieram już mocno zmęczony; musiałem się tu nieźle nakołować za kempingiem, który w końcu znajduję kilka km za miastem i to w dodatku strasznie drogi (60zł - to jeden z tych nielicznych francuskich wyjątków), ale w tym okresie jeszcze bałem się samotnie nocować na dziko, więc z bólem serca (i portfela) muszę płacić.

DALEJ >>>