BARCELONA 2001




XXI dzień - Viverone - Chivasso - Turyn - Stupinigi

DST 81,6 km - AVS 20,6 km/h - MAX 39,9 km/h - ALT 366 m

Kolejny dzień Niziny Padańskiej. Droga do Turynu jest tak samo monotonna i gorąca jak ta wczoraj. Przy wjeździe do miasta mijam kemping, ale ponieważ na mapie mam zaznaczony taki "przybytek" również i w płd. części, nie decyduję się na nocleg. Po przejeździe przez dość monumentalne centrum okazuje się, że kempingu na płd. miasta nie ma, opuszczam więc Turyn i na nocleg rozbijam się na będącym w budowie gospodarstwie agroturystycznym (za 20zł z kąpielą w domu właściciela). Wieczorem. gdy mówię gospodarzowi, że jutro jadę do Sestriere, ten pokazuje ręką na niebo, potem na ziemię i mówi słowo aqua, co bynajmniej nie nastraja mnie optymistycznie. Już w nocy ta przepowiednia się sprawdza - ok.2 wybija mnie ze snu porządna, trwająca z godzinę burza, która budzi również miejscowe koguty, które jak zaczęły piać wniebogłosy, tak aż do 7 nie mogły się zamknąć, bardzo skutecznie nie dając mi zmrużyć oka.

XXII dzień - Stupinigi - Pinerolo - Sestriere (2033m) - Cesana Torinese

DST 97,4 km - AVS 17,6 km/h - MAX 57,1 km - ALT 1904 m

Rano pogoda jest diametralnie inna od tej z ostatnich paru dni - zimno (nie ma 20'C), wszędzie chmury, choć jeszcze nie pada - że też musiało się coś takiego trafić na najcięższy jak dotąd górski dzień! Pełen obaw dojeżdżam ok.20km do Pinerolo, kawałek za tym miastem zaczyna się dolina rzeki Chisone, którą będę jechał aż do Sestriere. Przy samym wlocie doliny widzę zawieszone nisko pasmo czarnych chmur, dokładnie naprzeciw mnie - taki widok potrafi zdołować. Po 10km lekkiego podjazdu dopada mnie deszcz, przeczekuję go pod parasolem miejscowej restauracji i ruszam dalej. Na moje szczęście pogoda, jak to w wysokich górach bywa, jest bardzo dynamiczna, chmury przemieszczają się w dół doliny bardzo szybko, więc bardziej grozi mi krótki i obfity deszcz, niż całodzienny opad, co zawsze jest lepszym rozwiązaniem. Przed Fenestrelle podjazd staje się ostry i szybko zyskuję wysokość. Kawałek za Pragelato na wys.ok.1600m już mocno zmordowany staję na wcześniej planowany półgodzinny odpoczynek. Ostatni odcinek do samego Sestriere daje mi mocno w tyłek choć nachylenie nie jest nadzwyczajne - swoją rolę odgrywa długość dzisiejszego dnia (koniec podjazdu po prawie 90km) i ilość podjechanych już metrów (Turyn leży zaledwie na 300m). Na ok. 1km przed Sestriere musiałem się zatrzymać na kilka minut dodatkowego postoju, a trzeba dodać że za Pragelato miałem parę "bonusowych" postojów na światłach regulujących ruch na fragmentach drogi w remoncie; trochę się boję jak to będzie będzie z formą na cięższych przecież podjazdach w Pirenejach. Pogoda u góry wyraźnie się poprawiła - chmury zeszły w dół, a na wys. 2000m jest już słońce; dzięki temu mogę podziwiać dotychczas niewidoczne szczyty, trochę mniej atrakcyjne od tych w Austrii, czy Szwajcarii (brakuje skał), przypominające nieco nasze Tatry Zach. W samym Sestriere jest sporo mało gustownych hoteli górskich, charakterystycznych dla kurortów narciarskich, z bólem stwierdzam brak tabliczki z wysokością (a był to mój pierwszy dwutysięcznik z pełnym bagażem). W końcu znajduję jakiś pomnik połączony z ujęciem wody; do którego jest przybita kiepsko widoczna drewniana tabliczka z wysokością. Po zrobieniu zdjęcia szybko zjeżdżam (57,1km/h) do Cesany Torinese, obserwując kapitalne widoki na szosę na przełęcz Montgenevre tonącą w chmurach (mam tędy jechać jutro). Na krótko przed deszczem docieram na kemping w Cesanie; trzeba przyznać, że dzisiaj co do pogody to miałem ogromne szczęście, sądząc po ławie chmur jaką widziałem za Pinerolo mogło się skończyć dużo gorzej. Trasa nieźle mnie wykończyła, ale i suma podjazdów jest (jak na mnie) imponująca - 1904m, wynik w tych granicach miałem jedynie 2 lata temu na Gran Sasso (z powodu kiepskiej baterii szwankował mi wtedy trochę licznik, więc trudno o dokładne porównanie), ale wtedy jechałem bez bagażu.

XXIII dzień - Cesana Torinese - [F] - Col du Montgenevre (1854m) - Briancon - Embrun



DST 75 km - AVS 19,4 km/h - MAX 60,5 km/h - ALT 1014 m

Dzisiaj na "dzień dobry", po zaledwie kilkuset metrach z kempingu zaczynam 500m podjazdu na Montgenevre. Choć nachylenie jest cięższe od wczorajszego jedzie mi się dużo lepiej - co daje brak 80km w nogach! Po drodze mija mnie samochód z polską rejestracją, który kawałek dalej zatrzymuje się, a podróżująca nim rodzina oferuje podwiezienie wraz z rowerem na szczyt przełęczy. Zwalczam tę pokusę i dziękując za ofertę jadę dalej. Najostrzejszy na tej górze jest początek oraz rejon tunelu na wys.ok.1600-1650m. W tunelu, nie wiem jakim cudem, zaczyna wiać mocny przeciwny wiatr, co wraz z nachyleniem spowalnia mnie do 7-8km/h. Od mniej więcej 1750m podjazd jest już łagodny, szybko przejeżdżam granicę (o dziwo pilnowali jej francuscy żołnierze, a to przecież granica wewnątrz Unii), po czym zatrzymuję się na odpoczynek w stacji narciarskiej Montgenevre (znowu brak tabliczki z wysokością!). Następnie szybko zjeżdżam do Briancon (1321m). Tuż przed miastem mam mały wypadek, który mógł się jednak skończyć tragicznie. Otóż jadąc ok.40km/h podskakuję na lekkim wyboju, prawa przednia sakwa spada z haków, jakiś czas telepie się na pasku zapobiegającym jej bujaniu się na boki, po czym zostaje na drodze. Cudem udało mi się zachować równowagę i wyhamować, jadący za mną samochód również hamuje zatrzymując się ok. metr za mną. Niestety sakwy bez blokady haków na pręcie bagażnika (jak modele Ortlieba) potrafią wykręcić taki numer, a strata części bagażu, szczególnie z przodu, natychmiast zaburza równowagę i niełatwo jest się zatrzymać bez upadku. Po przyszyciu zerwanego paska do sakwy i zakupach w Briancon ruszam dalej. Kawałek przed Argentiere na porządnie nachylonym zjeździe poprawiam rekord prędkości wyprawy - 60,5km/h. Za Guillestre pojawia się piekielnie mocny przeciwny wiatr, w pewnym momencie na zjeździe, gdzie normalnie jedzie się bez kręcenia 35km/h jadę 15-16km/h na przełożeniu do jazdy pod górę! Już porządnie zmęczony docieram na kemping w Embrunie.

XXIV dzień - Embrun - Chorges - Sisteron - Volonne

DST 96,9 km - AVS 23,5 km/h - MAX 60,6 km/h - ALT 660 m

Od rana z Embrunu aż do Chorges (ok.25km) walczę z silnym, przeciwnym wiatrem, jadąc ze średnią rzędu 17km/h. Otoczenie jest przepiękne - wszędzie skaliste szczyty Alp, przekraczam też groblą jezioro Serre Poncon, ale ten wiatr potrafi odebrać całą przyjemność z jazdy. Kilka km za Chorges skręcam o prawie 90' do Talland i jedzie się już znacznie lepiej. Gdy po półgodzinnym postoju ruszam dalej jadąc doliną rzeki Durance mam już atomowy wiatr w plecy. Aż do Sisteron jedzie się niesmowicie, jadąc cały czas po płaskim praktycznie nie schodzę poniżej 30km/h, a przez dobrych kilka km udaje mi się utrzymać prędkość 36-38km/h (jadąc z 30kg bagażu!). Na krótkiej ściance tuż przed Sisteron kolejny raz poprawiam rekord prędkości wyprawy (o 0,1km/h)- do 60,6km/h. Na kemping w Volonne docieram jadąc niewiele wolniej i tego dnia mam największą średnią wyprawy - 23,5km/h na 96,9km i to jadąc pierwsze 25km pod wiatr. W samym Volonne kończą się właśnie zawody samochodowe, co rusz słychać przeraźliwie głośne silniki sportowych pojazdów opuszczających miasteczko.

XXV dzień - Volonne - Manosque - Aix-en-Provence

DST 100,4 km - AVS 22,7 km/h - MAX 51,4 km/h - ALT 542 m

Przez większość dzisiejszego dnia mam również korzystny wiatr, choć już nie tak silny jak wczoraj. Przemieszczając się coraz bardziej na płd. obserwuję zmiany w krajobrazie - góry otaczające dolinę są coraz niższe, rzeka Durance coraz szersza, powoli pojawia się klasyczna roślinność śródziemnomorska, przede wszystkim oliwki i pinie, a także i winogrona. Kilkanaście km przed Aix znowu jadę pod wiatr; po pokonaniu kilku podjazdów wjeżdżam do tego chyba najpiękniejszego miasta Prowansji. Centrum jest naprawdę śliczne, z dużą ilością zieleni, wśród której wyróżniają się wspaniałe platany, nie brakuje ogromnych fontann i wyłożonych kostką wąskich uliczek w starej części miasta, tak dodających Aix uroku.

DALEJ >>>