BARCELONA 2001




VI dzień - Jelenia Góra - Przeł. Szklarska (886m) - [CZ] - Żelezny Brod - Turnov - Mlada Boleslav



DST 118,7 km - AVS 20,6 km/h - MAX 53,8 km/h - ALT 1370 m

Przy wyjeździe z Jeleniej Góry zahaczam jeszcze o uroczy, kameralny rynek i po początkowo płaskiej drodze jadę w kierunku granicy czeskiej. Jest pochmurno, aczkolwiek deszcz nie pada. Trochę przed Szklarską Porębą zaczyna się podjazd, który ciągnie się przez całe, dość długie miasto. Pod koniec Szklarskiej staję na 15min postój, po czym kontynuuję jazdę aż do przejścia w Jakuszycach. Podjazd nie jest aż tak ciężki jak się tego obawiałem, chociaż do lekkich też nie należy. Z przełęczy zjeżdżam na położone trochę niżej przejście graniczne, wyprzedzając stojące w kolejce samochody. Po czeskiej stronie zjeżdżam na wys. ok.600-650m, by zaraz dość ciężkim podjazdem wjechać na 800m. Do Żeleznego Brodu jedzie się cały czas po górach, nieźle dających w kość. Po przejechaniu granicy i najwyższego pasma Sudetów wyraźnie się rozpogodziło - wyszło słońce, jest już 26'C. Na odcinku z Żeleznego Brodu do Turnova, gdzie wg. mapy powinno się jechać wzdłuż rzeki Izery, liczyłem że górek już nie będzie - no i się przeliczyłem; choć podjazdy są coraz lżejsze. Przez spory kawałek jadę za kolesiem podróżującym na ... hulajnodze, nie ma co się śmiać, na dobrych 10km udało mi się do niego zbliżyć jedynie nieznacznie, a jechałem ponad 20km/h, nawet pod górę dawał sobie bardzo sprawnie radę, elegancko napędzając swą maszynę długimi pociągnięciami. Za Turnovem robi się już zupełnie płasko, jestem już jednak nieźle zmęczony (tego dnia zaliczyłem aż 1370m podjazdów) i do Mladej Boleslav jadę główną dwujezdniową szosą na której od czasu do czasu są zakazy dla rowerzystów; nie mam już ochoty na szukanie bocznej drogi, gdzie co prawda ruch jest mniejszy, ale odcinek do przejechania dłuższy. Co do zakazów dla rowerów, nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego pojawiają się na drogach dwujezdniowych, gdzie w każdą stronę są 2 pasy + pobocze. Samochody jeżdżą co prawda znacznie szybciej, ale z pobocza poza awaryjnymi sytuacjami nie korzystają i rower nie stwarza żadnego zagrożenia. Natomiast zakazy są znacznie rzadsze na klasycznych drogach jednojezdniowych z jednym pasem w każdą stronę, często bez pobocza. Gdy na takiej drodze ruch jest duży, jazda robi się naprawdę niebezpieczna, a rowerzysta jest dużym utrudnieniem dla wyprzedzających go kierowców. Po długim kluczeniu w Mladej Boleslav trafiam w końcu na kemping i po obiedzie i kąpieli pod strasznie zimnym prysznicem kładę się na zasłużony odpoczynek.

VII dzień - Mlada Boleslav - Benatky - Praga

DST 93,8 km - AVS 20 km/h - MAX 51,7 km/h - ALT 681 m

Dzisiaj jest już wręcz upalnie, mocno powyżej 30'C. Dość płaską i w sumie mało ciekawą trasę do Pragi przejeżdżam szybko; na jednym z nielicznych zjazdów, gdy przekraczam 50km/h wypada mi 1,5l butelka z wodą (przyczepiona wraz z namiotem i karimatą pod gumami) tocząc się z wielkim impetem obok roweru. Mimo tej prędkości jakoś nie pękła i udało się ją "uratować". Do Pragi wjeżdżam już w potwornym upale, w którymś momencie, gdy stałem na światłach mój licznik pokazuje temperaturę 40'C! Szybko kieruję się na kemping na wyspie na Wełtawie, zwiedzanie zostawiając sobie na wieczór. Ok.19, gdy temperatura spada do przyjemnych 27'C objeżdżam na pustym rowerze główne zabytki Pragi - m.in. Hradczany, Małą Stranę, Stare Miasto. Stolica Czech, mimo że byłem tu już z Marcinem w 1998 roku robi na mnie niesamowite wrażenie, a wieczorem, gdy nie ma już tylu turystów i można oglądać świetlne iluminacje wielu zabytków miasto jest chyba jeszcze piękniejsze.

VIII dzień - Praga - Benesov - Tabor

DST 106,8 km - AVS 20,3 km/h - MAX 51,4 km/h - ALT 1300 m

Rano z Pragi wyjeżdżam drogą na płd. (na Benesov). Dość szybko kończą się zabudowania miejskie, jednocześnie zaczynają się, stopniowo coraz większe górki. Na jednym z pierwszych wzniesień słyszę trzask w rowerze i jednocześnie tylna przerzutka spada mi na najcięższy tryb - po oględzinach okazuje się że poszła linka od przerzutki. Po wymianie biegi zmieniają się idealnie - a jak dotąd na trasie do Pragi miałem z tym trochę problemów, na które częsta regulacja niewiele pomagała; więc w sumie z tej awarii jestem zadowolony. Kilka km przed Benesovem wjeżdżam na główną drogę Praga-Linz; ruch jest duży, ale jest pobocze. Za Voticami rozpoczyna się największy podjazd dzisiejszego dnia - na górę Kalvaria, z pewnością godną swej nazwy. Nachylenie nie jest może strasznie ciężkie, ale we znaki porządnie daje się upał, pot co chwilę zalewa oczy. Góra jest wredna z jeszcze jednego powodu - co najmniej kilka razy wydaje się, że to już koniec, po czym wyłania się kolejny kawałek podjazdu. Tego typu "dokrętki" są bardzo charakterystyczne dla jazdy po Czechach i potrafią dobić zmęczonego rowerzystę. W pierwszym miasteczku za szczytem kupuję (i natychmiast w całości wypijam) litrową, zimną coca-colę, której wizja trzymała mnie przy życiu na podjeździe. Przed Taborem pozdrawiam po polsku dwóch stojących sakwiarzy, którzy za chwilę mnie doganiają - okazuje się że to dwóch chłopców z Polski (wiek na oko 13-15 lat). Dowiaduję się, że jadą całą grupą, jeśli dobrze pamiętam z Czaplinka (którą wkrótce wspólnie dochodzimy) do Wiednia. Jadę z całą ok. 15 osobową wycieczką aż do obwodnicy Taboru - tutaj ja wjeżdżam do centrum, oni jadą jeszcze dalej na południe. Na ślicznym rynku w Taborze jem lody i słucham orkiestry grającej utwory Dvorzaka, na której koncert na powietrzu akurat trafiłem. Miasto opuszczam drogą na wschód, gdzie po kilku km rozbijam się na kapitalnie położonym kempingu (sosnowy las nad jeziorem).

IX dzień - Tabor - Sobeslav - Ceske Budejovice

DST 71,3 km - AVS 23,4 km/h - MAX 43,1 km/h - ALT 355 m

Dzisiejszy dzień okazuje się nieoczekiwanie dość płaski (co jak na Czechy stanowi duży ewenement), z zaledwie jedną większą górką; wczoraj na 106km miałem aż 1300m podjazdów, dzisiaj na 71 zaledwie 355, czyli rezultat zbliżony do tras po Mazowszu. Dzięki temu udaje mi się osiągnąć bardzo przyzwoitą średnią - 23,4km/h. Widokowo trasa jest raczej mało ciekawa, poza samymi Budejovicami. Na nocleg na dwa dni zatrzymuję się na kempingu położonym w płd. części miasta, niedaleko od głównej drogi.

X dzień - odpoczynek

Dzień wolny poświęcam na pranie i zwiedzanie (na piechotę) Ceskich Budejovic, które zaliczyłem niemal w całości.

DALEJ >>>