AUSTRIA 2000




VI dzień - Jesenik - Cervenohorske Sedlo (1013m) - Sumperk - Mohelnice

DST 77,6km - AVS 19,9km/h - MAX 47,5km/h - ALT 724m

Kilka km za Jesenikiem rozpoczynam pierwszy na tej wyprawie porządny podjazd - z ok.500m na położone na 1013m Cervenohorske Sedlo. Nachylenie nie jest przerażające - rzędu 5-8%, da się jechać 10-11km/h. Na wysokości ok. 800m wyprzedza mnie młoda Czeszka na góralu (wzorowy strój kolarski, SPD); no - myślę - aż taki słaby to ja nie jestem i po chwili decyduję się na pościg. Udaje mi się zwiększyć tempo do ok.13-14km/h, ale na szczyt docieram zupełnie wyżyłowany, a Czeszki i tak nie dałem rady dogonić, udało mi się jedynie utrzymać stałą odległość jadąc za nią ok.50m. Po dojściu do siebie zjeżdżam na dół aż do Sumperka. Po porannym zachmurzeniu nie ma już śladu, wreszcie wychodzi słońce i temperatura przekracza 20'C - aż chce się jechać! Od Sumperka jedzie się głównie po płaskim, tak więc dystans szybko mija i na kemping w Mohelnicach docieram przed 16.

VII dzień - Mohelnice - Moravska Trebova - Policka - Borova

DST 64,5km - AVS 19,1km/h - MAX 48,9km/h - ALT 1050m

Rano oglądając stojącą na kempingu mapę z poziomicami dowiaduję się, że na drodze do Moravskiej Trebovy czeka mnie aż 300m podjazdu, a analizując mapę samochodową sądziłem że w najgorszym przypadku będzie to 100m - takie są właśnie uroki jazdy po Czechach. Po przejechaniu góry staję na lody w Moravskej Trebovie, następnie zaliczam kolejne 300m na drodze do Svitavy. Podjazd kończy się tunelem, w czasie zjazdu oblepiają mnie dziesiątki małych, krwiożerczych muszek, fart że nie podjeżdżałem od tej strony, przy zjeździe i prędkości rzędu 40km/h nie są aż tak dokuczliwe. Za Svitavami mam znowu prawie 200m do góry, następnie przed i za Policką ponownie górka-dołek; tak więc na kempnig w Borovej docieram porządnie zmęczony, mimo krótkiego dystansu - zaledwie 64,5km, ale z tego jedynie z kilometr było po płaskim. Po raz pierwszy na tegorocznej wyprawie suma dziennych podjazdów przekracza 1000m; przypomina mi się wyjazd sprzed 2 lat, gdzie też w tym rejonie dostaliśmy porządnie w kość.

VIII dzień - Borova - Havlickuv Brod - Humpolec - Vel. Rybnik

DST 67,9km - AVS 20,6km/h - MAX 51km/h - ALT 918m

Dzisiejszy dzień jest bardzo zbliżony do wczorajszego - non-stop górki, praktycznie bez płaskich odcinków. Ale w słoneczną pogodę nawet na tak ciężkiej trasie jedzie się z przyjemnością. W mieście Havlickuv Brod zatrzymuję się na zakupy (wczoraj była niedziela, a w Czechach, choć większość mieszkańców to ateiści w niedzielę w przeciwieństwie do katolickiej Polski znaleźć otwarty sklep nie jest tak prosto). Kilka km za Humpolcem zatrzymuję się na kempingu nad małym jeziorkiem. Pod wieczór przechodzi krótka burza, akurat gdy wracam z umywalni; biegnąc potykam się o linkę od namiotu i ... muszę jeszcze raz odwiedzić ten przybytek.

IX dzień - Vel. Rybnik - Pelhrimov - Jindrichuv Hradec - Trebon

DST 96,7km - AVS 20,7km/h - MAX 54,4km/h - ALT 882m

Po ok. 10km za kempingiem dojeżdżam do Pelhrimova - klasycznego małego, czeskiego miasteczka ze ślicznym rynkiem. Z Pelhrimova do Jindrichuv Hradca droga jest cały czas pagórkowata, bez żadnych wypłaszczeń. W Hradcu na jeszcze piękniejszym niż w Pelhrimovie rynku, gdzie zatrzymuję się na postój widzę wielu rowerzystów; podobnie jest na drodze do Trebonia. Czesi podróżują z sakwami całymi rodzinami, nawet z 5-6 letnimi kajtkami. W ogóle trzeba stwierdzić, że w Czechach turystyka rowerowa jest bardziej popularna niż u nas, nieraz spotykałem sakwiarzy, co w Polsce nie jest takie częste - poza dużymi miastami na jeżdżących na rowerze dla przyjemności nie tak łatwo się natknąć. Za Jindrichuv Hradcem zupełnie zmienia się krajobraz, kończą się góry i przez najbliższe 30km jedzie się po zupełnie płaskim terenie, co stanowi miłą odmianę po 3 dniach bezustannych podjazdów. Robię rundkę po ślicznym Treboniu, następnie zatrzymuję się na 2 dni na położonym nad jeziorem, oddalnonym od miasta 2km kempingu.

IX dzień - odpoczynek

Ten dzień zgodnie z planem spędzam na odpoczynku. Niestety zamiast pływać w jeziorze, muszę się kisić w namiocie, bo od rana do jakiejś 14 ciągle leje - oszaleć można, z nudów studiuję nawet instrukcję do maszynki gazowej i szczegółowy regulamin podróży koleją zamieszczony na moim bilecie powrotnym. Gdy w końcu przestało padać wybrałem się na piechotę do Trebonia, dokładniej zwiedziłem całe centrum; w drodze powrotnej znowu łapie mnie deszcz, którego na tym wyjeździe mam już powyżej uszu.

DALEJ >>>