UBIÓR

Przy odcinkach dziennych rzędu 100km zdecydowanie wygodniejszy od tego "cywilnego" będzie strój typowo rowerowy - spodenki z pampersem, oddychająca koszulka kolarska + rękawiczki bez palców. W słoneczne dni nie można zapominać o okularach przeciwsłonecznych i ochronie głowy. Strój "cywilny" jest zdecydowanie mniej wygodny, siedzenie jest bardziej wrażliwe na otarcia, a zwykła bawełniana koszulka po całodziennej jeździe na słońcu potrafi na plecach być tak zasolona od potu, że żadne pranie już jej nie uratuje. Jeśli chodzi o buty to powinny być dość sztywne, więc klasyczne tenisówki raczej odpadają, niezłym rozwiązaniem mogą być buty od SPD (raczej modele bardziej turystyczne niż te sportowe - będą znacznie wygodniejsze do chodzenia), nawet jeśli ktoś nie stosuje pedałów zatrzaskowych.

WALKA Z DESZCZEM

Z poszukiwaniami idealnego stroju przeciwdeszczowego jest jak z Yeti - podobno istnieje, ale znaleźć go nie sposób. Kurtek w swoim "rowerowym" życiu przerobiłem wiele i z żadnej nie byłem w pełni usatysfakcjonowany. Problem jest zawsze ten sam - albo dobrze oddycha i przemięka, albo jest odporna deszcz, lecz prawie tak samo moczy od środka. Na początku stosowałem tradycyjne żółte płaszcze (na jednej ze swoich pierwszych wypraw jeździłem nawet w długiej do ziemi, ważącej chyba ze 2kg i zajmującej pół sakwy wojskowej pałatce). Następny etap to kurtka z Aquatexu firmy Milo - zupełno dno - po 10min deszczu całkowicie mokra i jeszcze ponadto lepiąca się do całego ciała. Po tym przerzuciłem się na peleryny rowerowe - odporność na deszcz i oddychalność mają zupełnie przyzwoite, ale niestety są piekielnie niewygodne i bardzo ograniczają manewrowość - końce trzeba trzymać rękami na kierownicy. W końcu zdecydowałem się na zakup osławionego Gore-texu (lepiej oddychającego typu XCR) - na deszcz jest odporny, ale na dłuższych dystansach (już powyżej 15km) oddychalność pozostawia wiele do życzenia i daleko jej do podawanych przez producentów parametrów (te najczęściej obliczane są przy temperaturach ujemnych, przy ok. 15'C są już dużo gorsze). Ponieważ kurtkę kupiłem na E-bayu za ok. 400zł do końca nie wiem czy to oryginalny XCR, ale Gore-tex jest to z pewnością. Błędem było to, że skusiłem się na produkt o najlepszej charakterystyce odporności na deszcz - model tzw. trójwarstwowy, wszystkim tym którzy zdecydują się już na Gore-tex zdecydowanie polecam bardziej oddychające i dużo lżejsze dwuwarstwowe Packlite'y; te trójwarstwowe są dobre ale do turystyki pieszej, przy której człowiek się zdecydowanie mniej poci. Ostatnio zacząłem się skłaniać ku bardzo lekkim i tanim podgumowywanym ortalionom (na Allegro już od 30zł za spodnie i kurtkę); jeśli zapięcie kurtki jest jedynie na kilka zatrzasków, a nie na zamek, to oddychalność wcale nie jest gorsza od mojego Gore-texu, przy wadze i objętości w sakwach zaledwie 1/3 tego co dość nieporęczny "gore". Ale tego rozwiązania nie praktykowałem jeszcze na wyprawie , jedynie na mojej rekordowej 340 km trasie do Krakowa, gdzie przez ok. 70km jechałem w deszczu - jedyne minusy to lekko podmoczona od środka rowerowa koszulka.
Jeśli chodzi o spodnie na deszcz to używałem Hydrotexowych Alpinusa - po dłuższym deszczu przemiękają i przyklejają się do nóg. Generalnie tkaniny typu Aqutex, Sympatex czy Hydrotex dobre są na krótki deszczyk, a nie porządne opady - tutaj skuteczny jest jedynie Gore-tex, którego oddychalność i sztywność pozostawia jednak wiele do życzenia, może produkty czołowych firm (kurtka jakieś 1000-1500zł, spodnie z 800zł) są pod tym względem nieco lepsze, ale ze względu na te zaporowe ceny mało kogo stać na taki wydatek. Spodnie Gore-texowe (model wojskowy) kupiłem na Allegro za ok.150zł, ale jest z nimi podobny problem jak w przypadku kurtki - kiepska oddychalność, a co gorsza są strasznie sztywne.
Osobna sprawa to zabezpieczenie stóp w czasie deszczu. Można stosować rozmaite torebki foliowe - na krótką metę dość skuteczne, ale i kłopotliwe (trudno się zakłada, łatwo je podrzeć). Na dwie wyprawy zabrałem ze sobą krótkie (za kostkę) kalosze. Wcale nie było to takie złe rozwiązanie, choć na dłuższych kawałkach w deszczu przez cholewki potrafiło się wlać trochę wody, mimo tego że byłły dla mnie trochę za małe. Idealnym rozwiązaniem byłyby dość długie ochraniacze Gore-texowe, ale tych dostać w Polsce nie sposób. Zresztą prawdopodobnie nadawałaby się jedynie do wąskich butów SPD, na tradycyjne adidasy mogłyby się okazać za małe, a buty SPD mają to do siebie, że lubią puszczać wodę od dołu. Ostatnio przerzuciłem się na dość nietypowy produkt - krótkie buty neoprenowe przeznaczone dla nurków. Nie są takie ciężkie jak kalosze, przemakają naprawdę w minimalnym stopniu i to raczej woda dostaje się do środka górą, niż puszcza sam but. Ponieważ są naprawdę ciepłe, można w nich jeździć i przy 10-15'C bez skarpetek, nawet jeśli stopy są minimalnie mokre, to dalej jest w nie ciepło i nie czuje się tego charakterystycznego dyskomfortu jazdy w mokrych butach. Koszt (70-100zł w Decathlonie) nie jest większy niż typowych ochraniaczy na buty, a moim zdaniem jest to bardziej skuteczne rozwiązanie (choć waga trochę większa), a np. przy rozbijaniu namiotu na mokrej trawie można je z powodzeniem używać jako kalosze.

WALKA Z ZIMNEM

Najniższa tempetratura przy jakiej miałem okazję jechać rowerem to -19'C, ale było to jedynie kilka km po Ursynowie "dla sportu". Generalnie rowerem da się jeździć do jakichś -5'C, poniżej tego to już ekstremum, choć miałem okazję czytać opis nieprawdopodobnej wyprawy dwóch Niemców podróżujących rowerami zimą po Grenlandii, gdzie temperatury dochodziły do -50'C! Na wyprawach w lecie najniższe temperatury to z reguły ok. 10'C, choć miejscami można się spotkać nawet z przedziałem 0-5'C (wysokie partie Alp, Norwegia czy Islandia). Najlepszym chyba sposbem ubierania się na niskie temperatury jest metoda "na cebulkę", najlepiej stosując oddychające tkaniny (dobrze sprawdzają się koszulki rowerowe). Świetnym wynalazkiem są rękawki - dzięki nim można jechać w koszulce rowerowej z krótkim rękawkiem nawet i w temperaturze 12-15'C. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest bluza windstoperowa - dobra oddychalność i jednocześnie skuteczne zabezpieczenie przed wychładzającym wiatrem, czego klasycznym polarom zdecydowanie brakuje. W windstoperze, z jedynie koszulką rowerową i rękawkami pod spodem w miarę komfortowo da się jechać przy 5'C, a z dodatkową bluzą i ciepłymi rękawiczkami nawet i przy -5'C.